matrioszka 1

Hi,

Matryoshka (rus. матрёшка) is a hollow, wooden figurine, with smaller, smaller, smaller, smaller, smaller and smaller figurines inside. 

The shelf above my desk hosts a Matryoshka from an antique shop. It is beautiful, colorful, with all the right imperfections characteristic of hand-made gadgetry. It comes with two missing figurines and this is yet another reason why it is rendered infallibly legendary:)

And one more thing: just like oil-painting, puff pastry, tiramisu and this blog, it’s got layers.

Magda

Proszę Państwa, oto Dzik

Proszę Państwa, oto Dzik

dzik-dzik

The Good

Chiquita, pierwsza z czeredy, najstarsza wiekiem, niestety pierwsza od końca w hierarchii. Zwana popularnie Dzikiem, dzik-dzikiem, fiecą lub fiesą (zdrobnienia to odpowiednio fiecynka i fiesynka), wywłoką i skrzypłoczem, a także wijem bagiennym. Czasami bywa także Ósmym Pasażerem Nostromo. Obawiam się, że w ferworze pisania użyję (nie)jednego z jej licznych przezwisk, na które (wszystkie) nieodmiennie reaguje zachęcającym machaniem ogona i wiele mówiącym spojrzeniem. Takie spojrzenie potrafi zawrzeć w sobie zarówno sugestię przyjęcia wszelakiego poczęstunku, jak i dopuszcza, niezależnie od pory dnia i północy, a także intensywności ewentualnych opadów wyjście na dwór. Od Potencjalnego Czytelnika zaś czytanie opowieści z sektora zwierząt będzie wymagało niezwykłej uwagi i fenomenalnej wręcz pamięci, ponieważ każde z opisywanych tu zwierząt posiada kilka, a nawet kilkanaście przezwisk, zdrobnień, imion i często stosowanych inwektyw, które na dodatek lubią ewoluować i charakteryzują się niezwykłą wręcz żywotnością w obszarze metamorfoz.

O dziku będzie, całkiem sporo, tymczasem zapraszam do galerii.

Większość tych zdjęć… a nie, przepraszam, wszystkie! Wszystkie zdjęcia zostały zrobione nad morzem, które Chics uwielbia. W ogóle uwielbia wodę w każdej postaci, czy to kałuża na żużlowej drodze czy też kriostrumyczek górski, poza jedną formą: prysznic/wanna, ponieważ wszyscy wiedzą, że to największa kara. Najbardziej dotkliwa wtedy, gdy dzik zamienia się we wstrętną wywłokę i tarza w czymś niewymawialnym, za to bez wątpienia wyczuwalnym nawet przy największym katarze. Pamiętam do dzisiaj scenę, kiedy J. wrócił z biegania, na które zabierał ze sobą wówczas młodziutką jeszcze Dziczynkę, mnąc w ustach inwektywy wszelkiej maści z niewyobrażalnie szczęśliwą, choć już podejrzewającą rychłe zakończenie aroma(nie)terapeutycznej euforii Wywłoką. Powiem tylko, że z łazienki dobiegały wśród odgłosów krztuszenia się pytania retoryczne pokroju: Musiałaś?! Oczywiście, że musiała. 

Podobny numer wycięła mi jakiś czas później, kiedy straciłam ją z oczu nawet nie na sekundę, a zaledwie na jej ułamek, po którym zorientowałam się, że Chi biegnie do mnie uradowana, z idealnie rozsmarowaną na przedzie maseczką z czegoś wstrętnego. Wspólna podróż windą rozwiała moje obawy co do pochodzenia maseczki, gdyż ograniczona przestrzeń niechybnie i w bardzo krótkim czasie przetransportowała w okolice mojego nieudolnie zatykanego nosa cząsteczki zapachowe należące do paprykarza szczecińskiego. Kto zna ten wytwór rybopodobny i jego wygląd ten wie, jak bardzo bałam się oddychać w tej windzie i rozumie, jaką ulgę przyniósł mi ten zapach.

Chiquita jest nie tylko amatorką maseczek zawierających jedynie składniki pochodzenia naturalnego, ale jesteśmy także przekonani, że w poprzednim wcieleniu była bobrem. Albo maszyną zamieniającą gałęzie na wióry. Wiórogryzarką? Gałęziogryzarką, Wiórotwórczynią? Jest to pęd na tyle silny, że z braku dostępu gałęzi w czterech ścianach zastępuje je kredkami ściągniętymi z biurka Emskiego, albo słownikami polsko-rosyjskimi/rosyjsko-polskimi ściągniętymi z półki. Tu ujawniają się także albo wysublimowane preferencje językowe Fiecynki (bo dlaczego na litość boską akurat te, a nie na przykład album ze zdjęciami, Cabre czy inny Marquez? Wyjątek zrobiła dla ilustrowanej Biblii dla dzieci, która podążała za mną z odległych lat dzieciństwa). A może to nie gusta językowe, a smakowe pchały ją niezmordowanie w kierunku wszystkiego, co miało na karcie kształt cyrylicy? I w takim razie, dlaczego ta Biblia?

Ostatnią cechą charakterystyczną Pani The Good jest bezkompromisowe żebractwo, zawsze i wszędzie. Siada przy ofierze i tworzy wokół przedmiotu pożądania niepenetrowalną wzrokiem bańkę. Wyobraź sobie, że trzymasz w ręce kanapkę. Otóż Chiquita W OGÓLE na nią nie patrzy! Wcale. Ani trochę. Patrzy wszędzie dookoła, ale bańka, to bańka. Przynajmniej tak długo, jak Ty patrzysz na nią. Bo kiedy tylko odwrócisz wzrok, Chi natychmiast skontroluje postęp konsumpcji i to, czy nie za bardzo Cię poniosło i czy aby na pewno pamiętasz, że ten ostatni kawałek skórki jest dla niej.

Poza tym wszystkim, to pies z sercem na łapie, który przyjął pod swój dach trzy kolejne zwierzęta (i tylko przy pierwszym przez miesiąc ostentacyjnie wychodziła z pokoju kiedy wracałam z pracy i ignorowała wszelkie moje starania w oswojeniu jej ze współwywłoką. Resztę przyjęła z absolutnie stoickim spokojem, bo przecież wiedziała już, że i tak nic gorszego od mopsa jej nie spotka).

Miłość od pierwszego namalowania

Miłość od pierwszego namalowania

Galeria sobotnich wykopalisk i słów kilka o owych oraz gościnnych występach

Galeria sobotnich wykopalisk i słów kilka o owych oraz gościnnych występach