matrioszka 1

Hi,

Matryoshka (rus. матрёшка) is a hollow, wooden figurine, with smaller, smaller, smaller, smaller, smaller and smaller figurines inside. 

The shelf above my desk hosts a Matryoshka from an antique shop. It is beautiful, colorful, with all the right imperfections characteristic of hand-made gadgetry. It comes with two missing figurines and this is yet another reason why it is rendered infallibly legendary:)

And one more thing: just like oil-painting, puff pastry, tiramisu and this blog, it’s got layers.

Magda

Maciej Kot aka Noncjusz Miękkołapki

Maciej Kot aka Noncjusz Miękkołapki

Dzisiejszego poranka, a może bardziej bladym świtem, Maciuś przegiął już tak bardzo, że aż muszę napisać o nim post, żeby przypomnieć sobie, dlaczego właściwie jeszcze nie powinnam przerabiać go na mufkę.

Proszę Państwa, oto Maciej Kot.

Maciej Kot

Jak każde zwierzę w naszym domu noszący wiele przydomków Maciuś został zdrobniony do Nonusia i Moneczka, co wraz z procesem zwiększania masy kocura skutkowało ewolucją w kierunku poważnego imienia i tak powstał Moncjusz, a zaraz potem Noncjusz Miękkołapki. Niestety nosi także mniej chlubne imiona, bardziej przyhaczające o inwektywy, z których najgorsze brzmi, a tak został nazwany dzisiaj rano, Rudy Idiota.

Ta niezbyt chwalebna nazwa pojawia się, kiedy w Maciusia wstępuje potwór i robi wszystko, żeby bezpardonowo ominąć kolejkę stworzeń przeznaczonych w myślach do przerobienia na ozdobny kołnierz i staje zaraz w pierwszym rzędzie budząc w nas, niespotykanego na co dzień, sadystę i oprawcę.

Maciuś, rodzony brat Nenki aka Zła, pojawia się jako ostatnie zwierzę w rodzinie. Wejście nie było zbyt imponujące, ponieważ pomimo zachowania wszelkich środków ostrożności Zło zareagowało źle na nowego mieszkańca, a nawet bardzo źle. W sumie, to można nawet powiedzieć, że fatalnie, ponieważ w ułamku sekundy podjęta została decyzja o eksterminacji przybysza, także Maciuś pierwsze dni spędził zamknięty w pokoju Emskiego.

Maciuś bawił się w pokoju wchodząc WSZĘDZIE, doprowadzając tym samym Emskiego do rozpaczy, a za drzwiami czyhało Zło warcząc i sycząc na przybysza. Tak wyglądało nasze życie przez około tydzień (z jedną podmianką, kiedy Emski zażądał nocy świętego spokoju, którą Maciuś również postanowił przeznaczyć na odpoczynek i spędziliśmy ją razem, spokojnie przytuleni do siebie przez bite osiem godzin snu).

Lody zostały przełamane, nomen omen, w Wigilię Bożego Narodzenia i wtedy też, niemalże jak w disneyowskim filmie Nena zamieniła się w najczulszą na świecie Siostro-Matkę, chodziła pomrukując za coraz bardziej rozpasanym zbójem, myła drania, tuliła i pocieszała kiedy był zdejmowany po raz setny z miejsc, do których (o! naiwni) mieliśmy nadzieję, nie będzie miał wstępu. 

Maciej, zgodnie z zapowiedzią hodowczyni, to kot wręcz pchający się na kolana, domagający się czułości i miłości. Przysiądź tylko gdziekolwiek, a nie daj Boże połóż się, a zadziałasz na Moncjusza jak pusty karton albo kocimiętka - zaraz będzie na Tobie, finezyjnie powyginany, wsparty łapeczką (najchętniej o twarz) i niezwykle cicho mruczący.

To jedna twarz Nonusia. Drugiej nie widać, ponieważ tchórzliwie znika w odmętach garderoby, gdy tylko w domu pojawia się ktoś obcy. Moncjusz, mężczyzna, obrońca słabych i niewinnych, znika z placu boju w ułamku sekund i wynurza się dopiero wtedy, gdy „wróg” odejdzie.  

Trzecia twarz, to ryj Rudego Idioty. Zapowiedzią ukazania tej szpetnej fizis jest zazwyczaj zamarcie w pozycji do złudzenia przypominającej figurkę kota z czasów Faraona, ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt. Gdyby Maciuś był bohaterem kreskówki lub komiksu, nad jego głową na pewno pojawiłaby się w tym momencie chmurka pełna niezwykle skomplikowanych wzorów, których wynikiem byłaby najbardziej optymalna trajektoria skoku pozwalającego na dotarcie z punktu A do (zazwyczaj zakazanego, tudzież w teorii niemożliwego do osiągnięcia) punktu B, zawierająca siłę wiatru, wilgotność powietrza, koniunkcję Saturna z Jowiszem i co tam jeszcze ten potwór potrzebuje, żeby niemożliwe stało się możliwym. A staje się zawsze.

Pozwolę sobie przytoczyć tu anegdotę, kiedy to kociszczami zdecydowała się zaopiekować pod naszą nieobecność moja Mama. Któregoś dnia w rozmowie wspomniała: A wiesz, Maciuś siedzi na lodówce (tak, to był jeden z niemożliwych punktów B, ale Maciej rozpracował system pozwalający na dostanie się tam pod warunkiem, że drzwi do spiżarni są co najmniej uchylone - już brzmi jak wzór, prawda?*) i tak dziwnie patrzy na tę półkę, wiesz, tę obok okna, na której masz ustawione dzbanki.

Mamo, zdejmij proszę te dzbanki, zwłaszcza ten duży szklany, bo ten gamoń właśnie kombinuje, jak się tam dostać.

No coś Ty, ale to przecież niemożliwe!

Mamo, najwyraźniej nie znasz jeszcze tego torbodzia. Zdejmij je proszę, mimo wszystko.

Mama oddzwoniła na drugi dzień. Wiesz, tak w sumie w ostatniej chwili przed wyjściem stwierdziłam, a co mi tam, zdejmę te dzbanki. Ale zostawiłam pokrywki od butelek. I wyobraź sobie, nie uwierzysz, przyszłam dzisiaj i wszystkie pokrywki są zrzucone?! Przecież tam nie da się wskoczyć!

Owszem. Da się. Nie wiem jaki dokładnie układ planet czy ciśnień jest do tego potrzebny, ale kiedy Mynuś rozpracowuje jakiś punkt, można go właściwie uznać za zdobyty.

* moja ulubiona wychowawczyni, nosząca wdzięczny pseudonim Pani Pi, autorka licznych koszmarów z moim nieszczęsnym udziałem** zarówno na jawie jak i we śnie niechybnie dodałaby w tym miejscu: c. n. d. - co należało dowieść.

Wracając do Maciejaszka. Efektem wtórnym ukazywania twarzy Rudego Idioty jest niezwykle smutny album w moim telefonie, który nosi wiele mówiący tytuł Stłuczone przez Macieja. Oto fragment kolekcji, w której niektóre przedmioty powinny zostać otagowane jako stłuczone ponownie.

Ostatnie zdjęcia ukazujące masakrę wśród bujnej roślinności zasiedlającej półkę nad moim biurkiem dokumentują poranne akcje Macieja, które wywołały wspomniane we wstępie pohukiwanie o poranku, zawierające w sobie sporą dawkę inwektyw, gróźb karalnych i niezwykle szczegółowych opisów proponowanych tortur.

(Nie)stety, najprawdopodobniej nigdy nie dojdzie do wprowadzenia w życie żadnej z nich, ponieważ ten potwór jest przy tym wszystkim najrozkoszniejszym i najczulszym kocujem na świecie, a na dodatek w temperaturze powyżej 30 stopni topi się, podobniej jak nasze skute lodem w dobie Rudego Barana serca.

Również odgniata się w spektakularny sposób i spływa.

A także sypia w najrozkoszniejszy z możliwych sposobów.

Kwiaty cukinii nadziewane kozim serem i smażone w cieście naleśnikowym czyli najdłuższy tytuł na tym blogu

Kwiaty cukinii nadziewane kozim serem i smażone w cieście naleśnikowym czyli najdłuższy tytuł na tym blogu

2011: Maroko, część 2, Tanger

2011: Maroko, część 2, Tanger