matrioszka 1

Hi,

Matryoshka (rus. матрёшка) is a hollow, wooden figurine, with smaller, smaller, smaller, smaller, smaller and smaller figurines inside. 

The shelf above my desk hosts a Matryoshka from an antique shop. It is beautiful, colorful, with all the right imperfections characteristic of hand-made gadgetry. It comes with two missing figurines and this is yet another reason why it is rendered infallibly legendary:)

And one more thing: just like oil-painting, puff pastry, tiramisu and this blog, it’s got layers.

Magda

Tłusty Czwartek

Tłusty Czwartek

oponki-tlusty-czwartek.JPG

Nieco spóźniony post, ale z drugiej strony, na coś pysznego nigdy nie jest za późno…

“A może bym tak zrobiła freikeksy?” powiedziałam w czwartek. Ten Czwartek. Tłusty.

“Co to są freikeksy” zapytał J. To już element naszej tłustoczwartkowej tradycji, że odpowiadam na to pytanie.

“To, co wszyscy nazywają oponkami, a u mnie w domu nazywano freikeksami”.

Czyli oponki. Znaczy się.

Ponieważ temat wdzięczny do opisania tutaj, wraz z podaniem przepisu mającego swoje źródło w zeszycie z przepisami Mojej Babci, postanowiłam zgłębić temat freikeksów i Tłustego Czwartku w ogóle.

Niestety nie udało mi się odnaleźć źródła domowej nazwy, ponieważ po wpisaniu freikeks w wyszukiwarce wyrzuciło mi grę strategiczną Freikeks von Makronenburg i filmik na Instagramie nomen omen z mopsem opatrzonym hasztagiem freikeks. I tyle. Czyli: nie wiadomo skąd się to u nas wzięło. Łudziłam się, że coś tam będzie z niemieckiego (że może jakaś smażenina), ale nie udało mi się dorobić ideologii, bo niemiecki rozczarował mnie słowem braten rozwiewając moje złudzenia w kwestii smażenia i jedyne, czego mogłam się przyczepić to ten keks, ale jak się go tu czepiać, skoro to niby herbatnik… potrzebny by tu był szalony skrót myślowy wiodący nieszczęsnego freikeksa jako idealny dodatek do herbaty, ale to byłoby przegięcie. I tak zostałam z tajemniczym freikeksem aka oponką.

Ale pozostał temat samego Tłustego Czwartku. I tu kilka ciekawostek:

  • pączki najprawdopodobniej przywędrowały z kuchni arabskiej,

  • były znane już w starożytnym Rzymie, zajadano się nimi między innymi w tłusty dzień,

  • w Polsce pierwotnie były nadziewane mięsem, a przynajmniej okraszane skwarkami - nie miały nic wspólnego ze znanymi nam słodkościami, którymi stały się dopiero w XVI wieku,

  • wtedy też daleko im było do znanych nam pączuchów, ponieważ były robione z ciasta chlebowego, smażone w wersji na bogato w tłuszczu tylko na dworach, a uboga część społeczeństwa musiała zadowolić pączkami smażonymi na patelni lub pieczonymi w piecu chlebowym. Słodkości miały w sobie tyle, że jeden z pączków miał w środku orzeszek albo migdał - tego, kto go znalazł, czekało go szczęście,

  • samo święto było obchodzone już w czasach pogańskich, kiedy to żegnano zimę i witano wiosnę,

  • Tłusty Czwartek jest obchodzony tylko w Polsce, chociaż ma swoje odpowiedniki w wielu krajach (są to święta również związane z zakończeniem karnawału i przygotowaniami do postu przed Wielkanocą, aczkolwiek wypadają w inne dni):

    • francuski Mardi Gras (czyli tłusty wtorek), kiedy to na stół wjeżdżają faworki, pączki, ale przede wszystkim naleśniki,

    • brytyjski Shrove Tuesday zwany także Pancake Tuesday, chociaż animozje pomiędzy Francuzami a Anglikami są niemalże legendarne, łączy ich zaskakująco dużo, między innymi wcale-nie-tłusto-czwartkowa-a-wtorkowa tradycja,

    • niemiecki Schmotziger Donnerstag, zwany także babskim karnawałem - tu zgadza się i data i pączkowe szaleństwo, ale tradycja jest wzbogacona o sprzedawców w piekarniach poprzebieranych za diabły i tradycję obcinania panom krawatów tego dnia,

    • norweski Fastelavnssøndag (tym razem dla odmiany niedziela), duńskie Fastelavn, gdzie oprócz słodkich bułeczek przewijało się też maltretowanie kotów i gęsi… nie będę tu zgłębiać tematu, to koszmar…

    • dla otrząśnięcia się - rosyjska Maslenica, zwana (podobnie jak onegdaj w Polsce) mięsopustem, ale która w odróżnieniu od wszystkich wymienionych wyżej świąt trwa całych siedem dni.

Tyle udało mi się wykopać.

A teraz to, co najważniejsze, czyli przepis.

oponki-tłusty-czwartek-2.jpg

Czas przygotowania: około 30 minut

Ilość: zależy od wielkości szklanki i ilości “kulek”, które zdecydujecie się wykroić, ale powinno być około 30 oponek i 20 kulek

Składniki:

Szklanka kwaśnego mleka (w razie braku można zastąpić kefirem)

Szklanka cukru (podaję oryginalne wartości, ja natomiast tradycyjnie zmniejszam ilość cukru do 3/4 szklanki)

2 łyżki masła

5 żółtek (z białek możecie zrobić na przykład bezy)

1 proszek do pieczenia

1 cukier waniliowy

szczypta soli

kieliszek spirytusu (dzięki niemu ciasto nie wchłania tyle tłuszczu)

Mąka pszenna (i tu zaczyna się podchwytliwa część: tyle, ile ciasto wchłonie)

Do wykrawania:

szklanka

kieliszek

Do smażenia:

4 - 5 kostek smalcu/tłuszczu roślinnego do smażenia

2-3 ćwiartki jabłka (wrzucone do tłuszczu sprawiają, że mniej czuć smażeniną w domu)

ręczniki papierowe do odsączania z tłuszczu

A na koniec: Cukier puder do posypania

Przygotowanie:

Wszystkie składniki wymieszać, na koniec podsypując mąką. Niestety, pomimo kilku prób ilość mąki była na tyle różna, że nie mogę podać nawet przybliżonej objętości - podsypywanie trzeba przerwać w momencie, kiedy ciasto przestaje się kleić, jest miękkie i elastyczne. Nie należy przesadzić z ilością, bo oponki wyjdą twarde, a tego przecież nie chcemy).

Ciasto rozwałkowujemy na grubość ok. 3 mm na stolnicy oprószonej mąką. Dużą szklanką wykrawamy kółka, kieliszkiem - nadajemy kształt oponek (część ciasta z wykrojonych środków także smażę). Tłuszcz roztapiamy na średnim ogniu w szerokim i płaskim garnku, wrzucamy ćwiartkę jabłka. Kiedy tłuszcz wokół niej zacznie “mrygać” możemy wrzucać wykrojone oponki (warto usmażyć najpierw taką próbną - jeżeli zbyt wolno się rumieni, a chłonie tłuszcz, należy zwiększyć ogień, jeżeli zbyt szybko - odpowiednio zredukować). Smażymy na złoto, pilnując żeby się nie przypaliły. Odkładamy na papierowy ręcznik, żeby oddały nadmiar tłuszczu i po przełożeniu na talerz czy paterę - posypujemy cukrem pudrem.

Najlepsze zaraz po usmażeniu (nie sugerujcie się zdjęciami, że część zostałą zrobiona w świetle dziennym, a część nocą - to były dwa podejścia, w tym drugie, dzienne, specjalnie na potrzeby tego wpisu. Bo freikeksy są pyszne. I bardzo, bardzo szybko znikają).

Smacznego!

Źródła, z których korzystałam przygotowując ten artykuł:

Google (klik, klik, uwaga, tu jest makabrycznie)

British Council

Kuchnia Lidla

Galeria sobotnich wykopalisk 2/2019

Galeria sobotnich wykopalisk 2/2019

Re-loved by Matryoshka

Re-loved by Matryoshka